Marta Mierzejewska. Pożegnanie

Odejście Marty – tak nagłe, niczym niezapowiedziane – uczyniło w życiu tego naszego małego-niemałego organizmu, jakim jest Centrum Archeologii Śródziemnomorskiej, głęboką wyrwę. Przecież bez Niej biuro nie da sobie rady: kto tak zapędzi nas do sprawozdawczości, inteligentnie zbierze i przetworzy te dane i utka z nich obraz naszej prężnej instytucji taki, jak ten prezentowany na setkach stron raportów i sprawozdań, które wyszły spod Jej pióra? Kto zadba, zawczasu pomyśli, przewidzi, załatwi, zastąpi, kiedy trzeba, przypomni sobie lub dostrzeże wielkiego byka w środku tekstu, który do tej pory przeszedł niezauważenie…?

Trudne zadania trafiały do Marty od początku Jej pracy w Centrum w 2010 roku, bo zawsze można było polegać na Jej inteligencji, odpowiedzialności, sumienności i dobrze rozumianej lojalności. Była prawą ręką i nieocenioną asystentką kolejnych szefów Centrum, rozumiejącą działanie instytucji, w lot podchwytującą intencje, a także rzetelnym i rzeczowym mózgiem przetwarzającym ogromne zasoby danych na potrzeby kolejnych “akcji” związanych z zarządzaniem Centrum, jakich niemało doświadczyła w minionym dziesięcioleciu.

Wobec tak nagłego odejścia i nieukończonej pracy doktorskiej, do pisania której podchodziła z podobną sumiennością, rzeczowością i talentem, żal pozostaje ogromny, że nie zostawiła większego dorobku naukowego. Specjalizowała się w ceramologii, tej części badań archeologicznych, w której szczególnie przydają się przymioty, którymi była obdarzona – metodyczność, cierpliwość, upór i logiczne myślenie.

Do pracy z ceramiką wdrażała się już od swoich pierwszych wykopalisk bliskowschodnich na Tell Arbid w Syrii; podczas badań na kuwejckiej Fajlace cały materiał ceramiczny spoczywał już w Jej rękach. W międzyczasie studiowała asyriologię i pracując z archiwalną dokumentacją badań na wyspie Bidżan, napisała pracę magisterską i przygotowała doktorat na temat rezultatów tych badań. Zaczęła się specjalizować w bardzo potrzebnym w Centrum zagadnieniu – ceramice z okresów późnych: sasanidzkiego i islamskiego. Dzięki temu zaproszono Ją do współpracy przy opracowaniu materiału z wykopalisk w Kurdystanie, czekały na Nią też oferty z kolejnych projektów.

Właśnie zaczynał się dla Niej ten czas, kiedy lata włożone w przygotowania i studia nad materiałem archeologicznym miały zacząć przynosić owoce w postaci dojrzałych prac badawczych. Żal, że zabrakło Jej na to czasu, którego aż za dużo poświęciła na rzecz kolegów i naszej instytucji. Za co serdecznie Jej dziękujemy.

Przyjaciele z CAŚ UW

Marto, nie omieszkałam mówić Ci przy różnych okazjach, że doceniam Ciebie i Twoją pracę. Nie wyobrażam sobie, że w taki czas, jak dziś, Ty nie stajesz, by trwać na straży dobra instytucji, by umysłem i piórem nadal ją wspierać… Nie będzie łatwo tę wyrwę zapełnić…

Iwona Zych
była zastępca dyrektora CAŚ UW

Marto, pamiętam dzień, kiedy pierwszy raz pojawiłaś się biurze na Nowym Świecie 4. Było to styczniowe spotkanie bożonarodzeniowe, dużo nieznanych Ci wtedy ludzi, hałas, rozmowy. Weszłaś z niepewnym uśmiechem, widocznie młodsza od reszty. Bardziej dziewczyna z liceum niż absolwentka już po obronie. To zdjęcie na górze po prawej stronie jest chyba z tego okresu. Przez te wszystkie lata patrzyłam jak rozwijasz skrzydła i stajesz się filarem naszego zespołu. Łączyłaś w sobie schowaną wrażliwość i kategoryczność – kompetencje konieczne w ogarnianiu wielu spraw, i konsekwentną wizję swojej ścieżki naukowej, otwartość i gotowość na nowe wyzwania na różnych polach. Dla wszystkich zawsze będziesz miała 35 lat, a ja wolę pozostać z tym pierwszym wspomnieniem – zapowiedzią obiecującej drogi, której byłam świadkiem.

Katarzyna Szczepkowska

Marta, too soon. Way too soon. You left us without warning and I didn’t have time to send you that application letter that changed my life. I hope you’re now in a better place, because this is not one since you left.

Paco Núñez

Droga Marto, nawet nie wiem, kiedy minęło te 10 lat wspólnej pracy, jak dziś pamiętam jej początki, a to aż 10 lat – a teraz… tylko 10 lat.  Wspólne żarty, złośliwości, wspólne narzekania. Mimo natłoku obowiązków, miałaś czas na swoje plany, doktorat, prace badawcze. Miałaś ciekawe pomysły, miałyśmy ciekawe plany, których już nie zrealizujemy, pozostała tylko pustka. To nie jest czas na pożegnanie, my nie chcemy się żegnać, my się nie żegnamy, my mówimy Ci tylko do widzenia… zawsze będziesz z nami.

Ewa Czyżewska-Zalewska
Jeszcze za Tobą nie tęsknie, bo nie wierzę w to, że Cię tu nie ma. Kiedy to przedrze się to do mojej głowy, będzie mi  brakowało Twojego ciętego języka, bezpośrednich i dosadnych ‚komplementów’, odwagi w dzieleniu się, często śmiałymi, opiniami wypowiadanymi pewnym głosem, błyskawicznych odpowiedzi niezależnie od pory dnia czy nocy na pytania o to, ile mam jeszcze dni urlopu, o sprawozdania czy o typ garnka albo rodzaj gliny; Twojej zdolności jasnego i przekonywującego formowania myśli, gdy chodziło o to, by przekonać Dyrekcję do realizacji naszych pomysłów ceramologicznych. Zostanie w mojej pamięci Twój szelmowski uśmiech i iskry w oczach.
Ula Wicenciak

Pojawiliśmy się w Centrum w bardzo krótkim odstępie czasu, przez długi czas byliśmy najmłodszymi stażem pracownikami. Myślę, że właśnie to stworzyło między nami tak szybko tę specyficzną nić sympatii i wzajemnego zrozumienia. Poranne rozmowy przy szybkiej kawie… Zawsze był jakiś news wart tych kilku zdań w przelocie. To był też i ten moment, kiedy mogliśmy płynnie przejść od skarg na nasze niepowodzenia do wspominek naszych małych sukcesów i dzięki temu zdopingować się do działania na cały dzień. Zamykając drzwi zawsze widziałem Cię uśmiechniętą, a Ty rzucałaś w moją stronę zza biurka jeszcze to ostatnie słowo. Tak było też kilkanaście dni temu, kiedy widzieliśmy się po raz ostatni… Tych momentów nigdy nie zapomnę. Bardzo trudno pogodzić się z tym, że zamykając te drzwi już nigdy Cię nie usłyszę.

Szymon Maślak

Takie rzeczy się nie zdarzają. Takie osoby jak Marta, zawsze zdyscyplinowane, systematyczne, dobrze zorganizowane, poganiające nas swoimi mailami, przypominające nam o zaległościach i zobowiązaniach, nie odchodzą tak nagle, tak po prostu. Nie zostawiają doktoratu pięć minut przed obroną, niedokończonych spraw, niewysłanych maili. Takie rzeczy się nie zdarzają. Byłam tego pewna do piątkowego poranka.

Nasza znajomość, a później przyjaźń, to – jak same o tym mówiłyśmy – trudna przyjaźń ale przyjaźń. Do tradycji należała jedna kłótnia w sezonie. Kłóciłyśmy się i godziłyśmy. Dla mnie Marto, moja Sister, zawsze będziesz dziewczyną, która nosiła na sobie zbroję najeżoną kolcami. Zbroję, którą potrafiłaś zdjąć, kiedy Twoi przyjaciele potrzebowali pomocy. Biegłaś wtedy ze swoją apteczką i opatrywałaś z troską nie tylko nasze skaleczenia i oparzenia, ale potrafiłaś też przytulić i pozwolić się wypłakać. Tak, jak kiedyś mi, bo wiedziałaś, że tego właśnie potrzebuję.

Agnes

Droga Sisterko, nigdy nie zapomnę Twoich dąsów na mnie i chwil, kiedy mi wybaczałaś. Ani tego, że raz za karę wrobiłaś mnie w swoje checklisty. Dziękuję, że się nami opiekowałaś, dbałaś o nas i w każdej chwili byłaś gotowa do pomocy. Zawsze we mnie wierzyłaś i sprzyjałaś; już nikt nigdy nie nazwie mnie „nadkierownikiem”. Byłaś wspaniałą, wrażliwą osobą oraz świetnym i dociekliwym naukowcem, a to miał być dla Ciebie dopiero początek… Nigdy Cię nie zapomnę ponieważ ciągle słyszę w głowie Twój głos.

Piotrek

Jak na Siostrę Martę przystało, zza swojego biurka, trzymałaś rękę na pulsie Centrum. Wiedziałaś, co się dzieje, kto co robi, co planuje, zwracałaś uwagę na drobne informacje, które mogły być sygnałem, że gdzieś odbywają się jakieś wydarzenia, o których powinniśmy pamiętać. I zawsze dawałaś mi znać, jeśli było to coś, o czym powinnam wiedzieć, by móc puścić to dalej w eter – na naszej stronie, w mediach, na FB. Byłaś trochę jak Wujek Google: nie wiem – zapytam Martę. Twoja uważność na to, co robią wszystkie trybiki Centrum, ale też wyczucie stylu i wyczulenie na emocje ludzi dawały mi poczucie bezpieczeństwa, bo wiedziałam, że jeśli gdzieś popełnię błąd, na pewno go wychwycisz i dasz mi znać. A teraz? Publikując te kolejne wspomnienia przebiegam wzrokiem literki sprawdzając raz po raz, czy wszystkie są na swoim miejscu, bo już nie mogę mieć tej krzepiącej świadomości, że wszystko będzie OK, bo w razie czego, Marta czuwa.

Vanna